piątek, 18 stycznia 2013

Filmowo o półmetku



Ryszard wyjechał. Spokojnie, nie na stałe. W końcu zostało jeszcze trochę pracy przy graffiti. Jakiś miesiąc, mówiąc średniodokładnie. Na wizję wróci w niedzielę. Aby umilić Wam oczekiwanie na jego powrót i dalsze etapy pracy przygotowaliśmy dla Was nowy materiał filmowy. Nagrany został w połowie tygodnia, w późnych godzinach wieczornych, zahaczających nawet o środek nocy i podsumowuje mniej więcej połowę wykonanych dotychczas prac nad "UnderGlass". Ryho zaprasza Was w nim na wędrówkę po malowidle – oczywiście po tych jego częściach, które już są widoczne. Wraz z Ryszardem poznacie kulisy powstawania dzieła, usłyszycie o specyfice tworzenia tego typu graffiti, problemach i wyzwaniach jakie towarzyszą pracy Ryha. Jak zwykle czeka na Was garść ciekawostek, np. informacja o tym, że jedna z postaci hutników, która znajdzie się w kompozycji ma aż 6 metrów długości! Co poza 6-metrowym hutnikiem? Zobaczcie sami!



Wracamy w poniedziałek!

DI 

czwartek, 17 stycznia 2013

Pięćdziesiąt nazw śniegu


Podobno Eskimosi mają ponad 50 określeń opisujących śnieg. Inaczej nazywają śnieg padający powoli, a inaczej wirujący w powietrzu. Dostrzegają również więcej kolorów śniegu, nie jest on jedynie biały – posiada dziesiątki barw i odcieni.

Ryszard Paprocki ma ponad 50 określeń opisujących czerń. Mieszając barwniki, a następnie nakładając je na posadzkę wskazuje:  to jest czerń zimna, czerń bardzo zimna, czerń ciepła, czerń kobaltowa, czerń błękitu paryskiego -każda z tych czerni jest niezwykle istotna, nawet jeśli nie jesteśmy na pierwszy rzut oka w stanie dostrzec różnicy.
W sumie z tymi kolorami (nie tylko z czarnym) to bardzo dziwna sprawa. Odpowiednio dobrane barwy mogą skutecznie oszukać ludzkie oko. Dla przykładu, proponuję małą zabawę. Poniżej umieszczona jest grafika:


Obie figury na ilustracji mają inne kolory (ta na dole wydaje się nieco jaśniejsza), prawda? A teraz przyłóżcie do ekranu komputera palec, tak aby zakrywał miejsce gdzie łączą się oba kształty, równo z horyzontem. Efekt? Nagle kolory się zlewają - są identyczne. Ile razy nie powtarzałoby się tej czynności - zakrywało i odkrywało ekran komputera, rezultat niezmiennie szokuje. 
Dlaczego się tak dzieje i jaki ma to związek z malowidłem 3D? Otóż związek jest - trzeba podkreśllić - bardzo duży.

To jak ludzkie oko odbiera dany kolor (w tym przypadku szary), zależy w dużej mierze od barw z nim sąsiadujących oraz go okalających. Szary zdaje się być ciemniejszym na błękitnym tle nieba, dodatkowo kontury są wtedy bardziej intensywne. Odwrotnie na brązowym tle, tam szarość blednie. Istotne jest miejsce, w którym stykają się obie figury. Granica ta została podkreślona mocno kontrastującymi kolorami - białym i czarnym - to one równie znacząco wpływają na zachodzącą "zmianę".


"Fifty shades of grey", czyli ile odcieni szarości może się skrywać na tak małym  fragmencie malowidła.

Wracając do UnderGlass'u, na malowidle również wszystko opiera się na kontrastach kolorystycznych. Nasze oko inaczej widzi fragmenty obrazu znajdujące się zaraz przed nami, a zupełnie inaczej te przy samej windzie czy oddalonych drzwiach. Im dalej, tym inaczej odbieramy kolory - bledną, stają się mniej intensywne - ulegają perspektywie powietrznej. Tak, chodzi o wspomniane wcześniej SFUMATO. W tym wypadku sfumato w pełni naturalne i realne. 
Czerwień będzie się zdawała być bardziej czerwona zaraz obok nas, na pierwszym planie, z każdym kolejnym oddalającym się planem na malowidle nastąpi zmiana koloru. Będzie to zmiana jedynie pozorna. Kolory się nie zmieniają, to my widzimy je inaczej. I tu wszystko byłoby OK, gdyby tylko był to zwykły obraz, taki do powieszenia na ścianie. Wszystko zaczyna się komplikować przez jego trójwymiarowość. 
Bo jak namalować przepaść, która realnie znajduje się zaraz przed nami, ale ma sprawiać wrażenie oddalającej się nieskończonej głębi? Albo jak stworzyć na posadzce wazon o długości 2 metrów, tak aby wydawał się normalnej wielkości i do tego był na "wyciągnięcie ręki"?

Przepaść "na wyciągnięcie ręki".


Po pierwsze - perspektywa linearna. Już widzimy, że to się udało, Ryho może być dumny. Teraz jednak linie perspektywiczne przykryła farba i to kolor decyduje, czy coś się "oddala" czy "przybliża" na malowidle. 
Należy więc pójść o krok dalej - perspektywa powietrzna. Bo powietrze jest brudne i tworzy "mgłę" przed oczami widza spoglądającego "w głębię obrazu". Cała maestria związana z tym etapem polega na tym, że nie jest to zwykły płaski obraz. Można rozciągnąć na podłodze płótno "Mona Lisa", ale efekt podejrzewam byłby marny. Wszelka perspektywa nagle by znikła, byłoby widać tylko brudną plamę farby. 
Malowidło 3D wydobywa kolejne plany w relanej przestrzeni, czyli jest to podwójna perspektywa powietrzna - ta prawdziwa (malowidło oddala się z każdym metrem) oraz ta namalowana. Na dalszych planach kontrasty barwne będą słabnąć. Nawet jeśli teraz odległe fragmenty malowidła mają intensywne kolory, to Ryho z bólem serca będzie musiał je pokryć kolejną warstwą ciemniejszej farby, tak aby "uciekły głębiej". 


Nawet te odległe cześci malowidła są perfekcyjne malarsko - jakie intensywne kolory - póki co.


Kolejnym utrudnieniem dla Ryha jest to, że niektóre z malowanych przez niego przedmiotów i postaci mimo, że będą daleko na posadzce mają sprawiać wrażenie bliskości. Można to porównać do udanego mniej lub bardziej photoshopa. Jeśli zdjęcie jest źle wklejone od razu to dostrzegamy. Po prostu coś nie gra...




Spójrzmy na zdjęcia powyżej. W niektórych miejscach kolory są za bardzo intensywne lub cień jest za mocny. Nasze oko widzi to przekłamanie.
Tak samo jest na malowidle 3D. Jeśli kolory nie będą odpowiednie w stosunku do odległości, wzrok ludzki to wychwyci. Ryho podkreśla, że bardzo ważne jest DĄŻENIE DO HARMONII: na perspektografie widać, co jest na pierwszym planie, co jest na drugim, a co jest daleko, daleko. Wszystko opiera się na kontrastach i błękitach. Po określeniu cieni i planów widać gdzie jest za ostro, gdzie jest za mało mgły.

Na końcu Ryho zdradził, że nie ma ostatecznego przepisu na poprawne wykreślenie perspektywy malarskiej w malowidle 3D, wszystko to kwestia wyczucia. Wiele wskazuje na to, że Ryho jest takim Eskimosem wśród malarzy. Widzi więcej i potrafi to nazwać.

Ja na razie postanowiłam się edukować w nazwach śniegu:





Do następnego !

KS

środa, 16 stycznia 2013

Tyłem na rynek

Czy Wam także się wydaje, że przez noc szczelina w naszej posadzce wypiękniała? Nabrała cech rasowego rozdarcia, w które aż ma się ochotę zajrzeć? 

 Po nocnej sesji twórczej pęknięcie przez środek podłogi stało się jeszcze bardziej realistyczne

To nie wrażenie. Ryszard urządził sobie nocną sesję, która zakończyła się o 4.00 nad ranem. Jej efekty widać jak na dłoni, lub jak na kamerze - sami sprawdźcie - www.3d.miastoszkla.pl

Jego wczorajsza praca została także dokładanie zarejestrowana w formie obrazu video oraz zdjęć. Wkrótce zaprezentujemy więc świeżutkie materiały, na które na pewno czekacie:)  Póki co chcemy jednak zainteresować Was nieco "luźniejszym" tematem. 

Raz na tydzień staramy się wyszukiwać i publikować wpis o pewnego rodzaju ciekawostkach towarzyszących realizacji projektu "The UnderGlass". Dzisiejszy temat dotyczył będzie zjawiska, którego początek zaobserwowaliśmy jeszcze końcem zeszłego roku, a które nasila się wprost proporcjonalnie do stopnia zamalowania posadzki. Mówiąc prościej - im więcej kompozycji pojawia się na podłodze, tym łatwiej owo zjawisko dostrzec.

Rzecz dotyczy schodów. Tych ruchomych, zapewniających bezwysiłkowe pokonanie różnicy poziomów pomiędzy Rynkiem a ulicą Legionów. Różnica ta wynosi ok 13-14 metrów, zaś same schody podobno są najdłuższymi na Podkarpaciu. Ale zostawmy ten szokujący fakt na uboczu naszych rozważań i zajmijmy się zaobserwowanym przede wszystkim przez Ryha zjawiskiem. Okazuje się bowiem, że nie tylko długość ruchomej taśmy decyduje o ich wyjątkowości. Od pewnego czasu są to schody posiadające największy odsetek użytkowników jeżdżących nimi albo tyłem, albo bokiem:) 

 Powoli układ "boczny" lub "odwrócony" staje się standardową pozycją, w której przechodnie korzystają ze schodów ruchomych

Patrz na nich - mówi Ryho wskazując jednocześnie nieśmiałym, konspiracyjnym ruchem głowy w kierunku trójki młodych ludzi rozpoczynających swoją mechaniczną wspinaczkę. Mogę się założyć, że zaraz się odwrócą - kontynuuje jakby chciał rzucić mi wyzwanie. Nie przyjmuję zakładu, bo wiem, że szanse na zwycięstwo są delikatnie rzecz mówiąc mizerne. To tak jakby zakładać się czy doktor House obrazi kogoś w następnych odcinku serialu będącego apoteozą jego własnej osoby. Dosłownie sekundę potem wszystkie trzy osoby zaczynają jednostajny ruch obrotowy w kierunku powierzchni, na której działa Ryszard. Obrót wokół własnej osi kończy się gdzieś na wysokości 8-9 metrów nad poziomem -4. Ryho kwituje całe zajście szczerym uśmiechem, a ja cieszę się, że nie doznałem chwilowego zaćmienia umysłu i nie przyjąłem zakładu. 
 
Sytuacja taka powtarza się bardzo często. Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że jest tak zawsze. Jednak zjawisko nasila się z każdym dniem, bo z każdym dniem coraz więcej widać. Przechodniów ciekawi sam proces malowania, ale także abstrakcja. Z ich punktu widzenia kompozycja nie ma większego sensu, ale jest ciekawa, atrakcyjna. Dlatego starają się na każdej wysokości znaleźć punkt zaczepienia, coś co pozwoli odczytać obraz - tłumaczy Ryho. 

 Osoby wchodzące do klatki widzą abstrakcję

 
Dlatego na każdej wysokości starają się znaleźć "punkt zaczepienia", coś, co pozwoli im odczytać kompozycję


Jak wiecie możliwe to będzie tak naprawdę tylko z jednego punktu, tego znajdującego się na prawo od wejścia prowadzącego bezpośrednio na ciąg schodów. Jeśli nie podejdą właśnie tam, to być może uda im się odczytać pewne fragmenty, ale jak wyjaśnia Ryszard, niekoniecznie poprawnie. Próby trwają. Średnio 2 na 3 osoby "wspinają się" w kierunku Rynku jadąc bokiem, lub, w części, przypadków tyłem. I sami powiedzcie - jak się ma do tego zjawiska "legendarna" długość schodów?;)

Do  następnego!

DI  

 

wtorek, 15 stycznia 2013

Stoję nad przepaścią

To było najbardziej magicznych 10 sekund w historii projektu "The UnderGlass". Jedno z tych przeżyć, które pamięta się bardzo długo, o ile nie do końca życia. Naprawdę. Pół godziny po tym wydarzeniu wciąż czuję niesamowity dreszcz emocji, tym większy, że mam świadomość, że byłem być może jedyną osobą, która widziała to na żywo (nie licząc Internautów, którzy śledząc działania Ryszarda poprzez webcam także mogli być tego świadkami). A cóż to jest owo "to"? Ryszard rozdarł naszą posadzkę na pół! Dosłownie! Kilkoma pociągnięciami pędzla i odrobiną kremowej farby sprawił, że granitowa podłoga klatki schodowej pękła i odsłoniła głęboką szczelinę. Nie wiem, co czuł Naród Wybrany, gdy Mojżesz sprawił, że wody morskie rozstąpiły się, ale wiem co ja czułem. Czułem się jak ktoś Wybrany. 

 
Mimo, że do końca realizacji malowidła pozostał jeszcze miesiąc, jednak kompozycja zawiera już wystarczająco dużo elementów, aby "zabawa" na nim rozpoczęła się na dobre. Szczelina, która dzisiaj powstała z pewnością należeć będzie do najbardziej popularnych bohaterów tej zabawy

Ryho pracował nad szczeliną skalną gdzieś od godziny 12.00. Najpierw, na posadzce, w miejscu, które jako pierwsze pokryło się farbą i przez długi czas wyglądało jak długa plama o częściowo regularnych, a częściowo chaotycznych konturach, pojawił się układ kilkunastu białych linii o przebiegu mniej więcej równoległym. 

 Grudzień - początkowy etap prac. Czarna podmalówka szczeliny skalnej była pierwszym elementem, który pojawił się na podłodze


Biegły z kierunku, w którym znajduje się punkt centralny, czyli tam, gdzie od dłuższego czasu zakotwiczył perspektograf, którego tylko czasami Ryszard dotyka, aby upewnić się, że nie zapuścił korzeni. To są moje prowadnice, pozwalają mi się orientować bez wielokrotnej wycieczki tam i z powrotem do perspektografu - wyjaśnił ich naturę Ryszard. 

"Prowadnice" 

W następnej kolejności zaczął zachowywać się niczym wahadło, którego wskazówka zakończona jest pędzlem. Dość monotonnym ruchem nanosił na granit dziwacznie wyglądający system wielokolorowych, krzyżujących się linii. To się nazywa układ diagonalny - powiedział Ryszard. Kilka razy wysyłał mnie do punktu centralnego starając się wytłumaczyć jak zmieni się kompozycja w momencie zaaplikowania innego odcienia farby, lub poprowadzenia lini pod nieco innym kątem. Przez długi czas wpatrywałem się w posadzkę zastanawiając się czy ktoś inny na moim miejscu także czułby się podobnie, czyli jak kompletne beztalencie w zakresie widzenia przestrzennego. 


 Najpierw "ruch wahadłowy"...

 Potem pozycja siedząca lub klęcząca...


I efekt - układ diagonalny kolorowych linii

W pewnym momencie Ryho najwyraźniej postanowił zlitować się nade mną i oszczędzić mi dalszych katuszy. Poczekaj! Stój tam i patrz - powiedział szukając pędzla, który miał mu pomóc w demonstracji. Nabrał na niego odrobinę jasnej farby i w ciągu 10 sekund poprowadził kremową, łamaną linię konturową na długości kilku metrów. W tym momencie rozstąpiły się przede mną wody szwankującej wyobraźni i zobaczyłem przed sobą szczelinę skalną. Oooo! Teraz widzisz - uśmiechnął się Ryho patrząc na wyraz mojej twarzy, na której zobaczył coś w rodzaju euforii. ....! Niesamowite! - to jedyne co zdołałem powiedzieć. 

Ryho rozrywający posadzkę za pomocą kremowej linii konturowej

Ze stanu euforii wyrwał mnie dźwięk dzwoniącej komórki. Dzwoniła Pani z jednego z dzienników. Chciała dopytać Ryha o kilka drobnych rzeczy. Dopytywała przez niemal 20 minut. To dało mi czas na ochłonięcie. Choć zdecydowanie niewystarczający. Wciąż widzę jak Ryszard "rozsuwa" posadzkę niczym zamek kurtki, spod której wyłania się przepaść. A ja idę, aby nad nią stanąć.

Do miłego!

DI


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Sztuka oszukiwania

Co zrobić z tymi dwoma głupimi... kaloryferami? - pytał jakiś czas temu wykorzystując flamaster, papier, system utrwalania myśli i słów za pomocą znaków (zwany pismem) oraz oczywiście kamerę Ryszard. Dostał kilka propozycji. Od subtelnych i prostych (pomaluj!), poprzez bardziej kreatywne (zrób z nich ławkę!), po te najbardziej radykalne (utnij przy podłodze i wywal na złom!). Stara prawda głosi, że to prostota jest najlepsza. I choć przeciwnicy tej tezy stoją na stanowisku, że wcale nie najlepsza, ale zwyczajnie najłatwiejsza, jednak coś w tym jest... Ale zacznijmy od początku. O co w ogóle chodzi???




Pamiętam nasze pierwsze spotkanie z Ryszardem, moment, gdy pokazaliśmy mu pomieszczenie klatki schodowej, które natychmiast przypadło mu do gustu. Poza jednym wyjątkiem... Poza dwoma kaloryferami znajdującymi się w strefie drzwi wejściowych, tuż obok ciągu schodów. Ich widok wyzwolił w nim odruchy właściwe zapewne wszystkim architektom. Kto to wymyślił? - zagrzmiał, czym muszę przyznać trochę nas zaskoczył. Popatrzcie, całe pomieszczenie jest świetnie zaprojektowane, utrzymane w stonowanej kolorystyce, przestrzenne, nowoczesne. Tylko te dwa kloce grzewcze - w ten jakże sympatyczny sposób wypowiedział się o dwóch grzejnikach, które wyjątkowo nie pasowały mu do tego wnętrza. Nigdy nie zastanawialiśmy się nad nimi - ich funkcjonalnością czy estetyką. No może gdyby stały metr dalej od schodów, na posadzce utrudniając komunikację... Ale nie. Stoją sobie grzecznie tuż przy schodach, czasami komuś z nas zdarzało się na nich usiąść, dlatego właśnie słowa Ryha bardzo nas zaskoczyły. Cóż, projektant nie planował, że za jakiś czas osobom zatrudnionym w Centrum Dziedzictwa Szkła przyjdzie do głowy szalony pomysł pokrycia posadzki 150 litrami farby i zrobienia na niej trójwymiarowego graffiti. 

Jednak po chwili zastanowienia uznaliśmy, że faktycznie coś w tym wszystkim nie gra, że nie pasują one do tego wnętrza, tak jak skarpetki nie pasują do sandałów... Ale Ryho od razu uspokoił nas i zapewnił, że znikną... 

Jak? Tu wracamy do wspomnianej kwestii prostoty. Pomaluj! - brzmiała jedna z propozycji przesłanych Ryszardowi, po tym jak dzięki kamerze wstydliwa "afera kaloryferowa" ujrzała światło dzienne. I choć jest to najbliższe prawdzie, jednak sprawa nie jest aż tak prosta jakby się mogło wydawać.

Dzisiaj cały dzień oszukuję - rzadko zdarza się, aby ktoś tak bezpośrednio i szczerze przyznał się do występnej postawy, a Ryho w ten właśnie sposób przywitał mnie w sobotę. Musiałem coś z nimi zrobić - powiedział wskazując na stojące w odległości ok 2 metrów od siebie kaloryfery. Grzejniki pokryte były szarą farbą, podobnie jak przestrzeń wokół nich. 



Cały czas nie wiedziałem jednak co miał na myśli używając słowa "oszukuję". Zapytałem. Odpowiedział jednym słowem - "mimikra". Wiesz co to? - zapytał tym razem on. Coś, gdzieś, kiedyś... ale żadnych konkretów. Mimikra to sztuka kamuflażu, wtapiania się w tło, oszukiwania rzeczywistości. To zjawisko obecne w przyrodzie, wiele organizmów ją stosuje. Jest też obecna w sztuce. Gdybym np. chciał abyś zniknął musiałbym namalować na tobie dokładnie to, co znajduje się za tobą - wyjaśnił metodą na tzw. "chłopski rozum". I to właśnie Ryho zamierza zrobić z nieszczęsnymi (choć bardziej pokrzywdzonymi, bo w niczym nie zawiniły, a cały czas obrywają) kaloryferami. Mają zniknąć, wtopić się w tło. 

Wróciłem do domu i od razu sprawdziłem czym jest "mimikra". Wyszukiwarka rzeczywiście wyrzuca przede wszystkim wiele definicji z zakresu biologii, dokładnie takich jak podał Ryho. Sprawia ona, że można się wtopić w tło, dostosować do niego, zarówno po to, aby się ukryć, jak i po to aby wyglądać groźniej czy atrakcyjniej. Dobrym przykładem jest patyczak, którego właściwie nie sposób odróżnić od gałęzi, na której siedzi. 

 Patyczak to jeden z najlepszych przykładów mimikry w przyrodzie (fot. M. Henning)

Ale termin ten można stosować także do wielu innych dziedzin. Pamiętacie szekspirowskiego Makbeta? Biedak był przekonany, że jest bezpieczny dopóki las Birnam się nie ruszy i nie podejdzie pod bramy jego zamku. I co? Okazało się, że się ruszył. Malkolm rozkazał bowiem, aby każdy żołnierz zamaskował się gałęzią, co dało złudzenie, że to drzewa idą w kierunku zamku, wprawiając obrońców i samego Lorda Makbeta w konsternację i zapewne panikę...

Podobnie jest w życiu. Chyba każdy z nas na jakimś etapie życia starał się upodobnić do kogoś innego, sprawić aby wyglądał na atrakcyjniejszego czy odważniejszego niż jest w rzeczywistości. Nie wspominając o chwilach, gdy wtapiamy się w tłum i znikamy...

Jest też artystyczna forma mimikry. W Internecie można znaleźć sporo przykładów mniej lub bardziej udanej próby oszukiwania rzeczywistości. Czy zatem można powiedzieć, że to technika w sztuce? Nie -  odpowiada Ryho. Tu jest inaczej niż w przypadku chociażby anamorfozy czy sfumato. Zabieg ten czasami się stosuje, ale to sztuka przede wszystkim efemeryczna, czyli taka, która po krótkim czasie znika. Body painting jest dobrym tego przykładem. 

Mimikra w body paintingu (źródło - spreeblick.com / Street Art in The United States / dewaldo.de)...


 ... i w architekturze (źródło - Street Art in The United States)

Czasami, tak jak w przypadku UnderGlass, zostaje na dłużej. W tym malowidle wykorzystam ją dwukrotnie - w przypadku grzejników i windy. I to będą dwie różne odmiany mimikry - zakończył Ryho i zajął się "oszukiwaniem". Nie protestowałem. W końcu dwa cholerne kaloryfery muszą zniknąć...  

My nie znikamy. Do następnego!

DI

sobota, 12 stycznia 2013

Kod da Vinci


Kod, Leonardo da Vinci, tajemniczy uśmiech Mona Lisy, zagadkowa Ostatnia Wieczerza, Dama z łasiczką, gronostajem czy psem? Niektóre obrazy mogą kryć wiele zakodowanych treści i sekretów. Jak myślicie, jakie sekrety może skrywać UnderGlass?

Trudno jest pisać o tajemnicy tak, aby nie zdradzić za dużo. Dziś pojawią się pewne wskazówki dotyczące kodu Ryszarda Paprockiego. Jeśli chcecie odkryć resztę, musicie bardzo uważnie śledzić nasz blog. Malowidło UnderGlass z każdym kolejnym dniem zdaje się odkrywać coraz więcej szczegółów. Widać zarys schodów, drewniane podesty i otwierającą się pod posadzką głębię. Kolejne kontury są wypełniane kolorem. Jest to bardzo precyzyjna praca – widzieliście jak małych pędzli używa teraz Ryho? Centymetr po centymetrze, kreska po kresce na malowidle pojawiają się następne detale. Wydawałoby się, że wszystko staje się oczywiste... nic bardziej mylnego. 

 
 

Dlaczego Leonardo da Vinci?

Pierwsza wskazówka: SFUMATO, czyli perspektywa powietrzna. Pamiętacie etap, w czasie którego Ryho perfekcyjnie wykreślał linie i podziały geometryczne? Czarne kreski już prawie znikły. Teraz kontury zastąpiła warstwa farby. To właśnie kolejne kolory i odcienie farby mają sprawiać wrażenie głębi. Jak to uzyskać? DYM i MGŁA – nowy rodzaj perspektywy odkryty przez Leonarda da Vinci (sfumato po włosku oznacza „zadymione”, „zamglone” tło obrazu). Oko ludzkie postrzega przedmioty znajdujące się dalej, jako mniej wyraźne. Tak więc, na obrazie stopniowo zacierające się kontury i blednące kolory, będą dawać wrażenie postępującej głębi. Im dalej tym więcej "mgły" rozpraszającej światło.

Wskazówka druga: DAMA
Rok temu Ryho podjął się małego eksperymentu z pewną Damą.

„Dama z gronostajem”, kupiona około 1800 roku przez Adama Jerzego Czartoryskiego. Podobno Izabela Czartoryska spoglądając na obraz Damy ze zwierzęciem na rękach, stwierdziła: „jeśli jest to piesek, to wyjątkowo brzydki”. 

„Dama z gronostajem” autorstwa Leonarda da Vinci jest najcenniejszym obrazem znajdującym się w polskich zbiorach. Pierwotnie tło było tak samo skomponowane jak na innym obrazie Mistrza z Vinci - Mona Lisie. Za portretem rozciągał się zanikający krajobraz z idealnie poprowadzoną perspektywą powietrzną.


"Mona Lisa" znajduje się obecnie w zbiorach paryskiego Luwru. Jak niemal każdy obraz autorstwa Leonarda da Vinci, kryje jeszcze wiele tajemnic.

Z początkiem XIX wieku obraz z Damą popękał, prawdopodobnie wtedy zdecydowano się na zamalowanie tła na czarno – bezpowrotnie niszcząc oryginalne leonardowskie sfumato.
Powrót Damy z zagranicznych wojaży sprowokował mnie do tego, co od dawna chciałem zrobić. Chciałem zobaczyć ten obraz inaczej, z zupełnie leonardowskim tłem. I zobaczyłem! Szukałem zdjęć rentgenowskich, ale niestety nic nie znalazłem. Szkoda, bo gdyby były, wtedy byłoby pewnie ciekawiej – pisał Ryho.
Zdjęcia rentgenowskie obrazów faktycznie są ciekawe i do tego niezwykle pomocne. Widać na nich poprzednie warstwy malarskie, nieraz z obrazów wyłaniają się wtedy tajemnicze postacie ukryte dotychczas przed okiem ludzkim.
A oto efekty dekodowania Leonarda bez użycia promieni Rentgena, jedynie przy pomocy inwencji artystycznej Ryha:


Dama ze znacznie przetworzonym tłem, inspirowanym tym z obrazu "Mona Lisa". Sfumato nadaje miękkości zarówno sportretowanej postaci Cecylii Gallerani, jak też sprawia wrażenie głębi oddalających się kolejnych planów krajobrazu w tle.

 
Zastosowanie sfumato dawało również pewne wrażenie „niedokończenia” obrazu. Blednące kolory i rozmywające się kontury nieraz nie podobały się odbiorcom obrazów Leonarda, którzy byli przekonani, że obraz został namalowany byle jak i niedokończony (technikę tą określono później w historii sztuki jako non finito i nikomu ona już aż tak bardzo nie przeszkadzała, w końcu Leonardo wielkim artystą był). 

Sfumato i malowidło 3D?

Underglass jest na tyle dużym malowidłem, że sam w sobie się oddala. Niezwykle trudno jest poprowadzić perspektywę powietrzną w tak ogromnym obrazie. Kolory w niektórych partiach muszą blednąć, a w innych wręcz przeciwnie – nasilać się. Podobnie z konturem - mocnym na pierwszym planie, a stopniowo ustępującym delikatnemu światłocieniowi w dalszych częściach malowidła. Prawdziwy kod Ryszarda Paprockiego? 

Być jak Leonardo.
 
Ile można ukryć na tak dużym malowidle jak UnderGlass? Czy, a jeśli tak, to jak wiele „nieodgadnionych uśmiechów Mona Lisy” umieści Ryho na posadzce w Centrum Dziedzictwa Szkła? Ma duże pole do popisu. Wszystko okaże się już wkrótce.

Mona Lisa w wersji z czarnym tłem (analogia do stanu obecnego "Damy z gronostajem"). Dzięki temu zdjęciu można porównać Damę Krakowską z Damą Paryską. Krakowska ZWYCIĘŻA bezsprzecznie!!!! - komentuje Ryho.

Zapraszamy do dekodowania.


KS





piątek, 11 stycznia 2013

Sztuka to nie sport

Nie nam jest określać czy to co robimy to sztuka czy nie. Tak się to nazywa potocznie - to co robię jest sztuką. Skoro robię sztukę to jestem artystą... - od tych słów (oraz muzyki J. S. Bacha) zaczyna się najnowsza część filmowej opowieści o realizacji projektu "The UnderGlass", która ma dzisiaj swoją premierę. Ryszard opowiada w niej zarówno o samej sztuce - jej istocie i zaangażowaniu w nią - jak i ludziach ją tworzących - artystach, ich ambicjach, dążeniu do perfekcji i krytyce jakiej są poddawani. Wypowiedziom Ryha towarzyszą wspaniałe zdjęcia pokazujące jak zmienia się obraz na naszej podłodze. 

Kadr z najnowszej części filmu relacjonującego przebieg projektu "The UnderGlass", w której Ryszard Paprocki opowiada o sztuce


Zanim jednak opublikujemy link do tego materiału sprawdźmy co słychać w klatce schodów ruchomych. A słychać sporo, bo i sporo się zmienia. W ostatnich dniach pojawiły się dwa nowe, bardzo istotne elementy - piece hutnicze oraz półka, na której ułożonych jest kilka różnych szklanych form. 


 Piece hutnicze oraz półka z formami szklanymi. To kolejne elementy układanki pt. "The UnderGlass".

Są także miejsca, które Ryszard chce już wykończyć maksymalnie perfekcyjnie. To dla zachowania dobrego samopoczucia - wyjaśnia. Widzisz, jeśli maluje się już ponad 3 tygodnie i wciąż nie ma jeszcze nigdzie ani jednego skończonego fragmentu, to z każdą kolejną godziną, nie dniem, ale godziną, podupadają artystyczne morale - kontynuuje. Chcę mieć już chociaż niewielki wycinek, który byłby taki, jak zaplanowałem - kończy mówiąc ze wzrokiem utkwionym w rzędzie kilku belek, położonych w początkowej części klatki schodowej. To ich czoła Ryho chce "dopieścić", aby poczuć, że ten najbardziej wyczekiwany przez niego (i przez nas) etap jest już dosłownie na wyciągnięcie ręki, lub, używając tematycznego żargonu, na pociągnięcia pędzlem. 


Ryszard skoncentrował się na niewielkim fragmencie dzieła, znajdującym się w początkowej jego części. Kończąc je chce podtrzymać artystyczne morale.


Na pewno Ryho nieco inaczej patrzy na proces twórczy niż my. My każdego dnia widzimy, jak zmienia się kompozycja graffiti, każdą zmianę wychwytujemy, fotografujemy i opisujemy. Widzimy także, jak bardzo różni się obecny charakter pracy od tego, który mogliśmy obserwować na samym początku. Etap, kiedy mogłem sobie pozwolić na żarty czy pewien rodzaj zabawy mam już za sobą. Czasami, tak aby odpocząć, coś jeszcze napiszę na kartce i pokaże do kamery, lub przyjdzie mi do głowy jakiś inny pomysł, ale to bardziej dla odreagowania. Obecna praca jest już maksymalnie absorbująca, czasami żal mi się od niej odrywać - opisuje Ryszard, wciąż wpatrzony w czoła belek, które z każdym kolejnym ruchem pędzla wzbogacają się o kreski tworzące realistyczny obraz przekroju drewna, wypełniony strukturą słojów. Widać jak bardzo zależy mu, aby mógł już spojrzeć na ten niewielki wycinek malowidła i poczuć, że koniec jest już coraz bliżej. Tempa prac jednak nie może przyspieszyć. Jak sam mówi w nowym filmie "sztuka  to nie sport"... A właśnie film:



Do następnego!

DI