wtorek, 5 lutego 2013

Reżim "al dente"

Reżim - pierwsze skojarzenia? Zdecydowanie polityka i rządy obchodzących się w bardzo niedelikatny sposób z przeciwnikami dyktatorów. Okazuje się jednak, że w podobnie dyktatorski i bezlitosny sposób obchodzi się z Ryszardem jego własne malowidło! Paradoks, prawda? Jak się to mówi? Żmija na własnej piersi wyhodowana? 

 Piękno malowidła z każdym dniem widać coraz bardziej. Mało kto wie, że w tych warstwach ukryty jest bezwzględny charakter

To nie żart. Tworzenie malowidła "UnderGlass" to nieustanny proces podporządkowywania się technologii. Ale wiemy już, że to nie jest po prostu malowidło. Powstaje na dość nietypowym podłożu, nie "działa" jak inne prace i w przeciwieństwie do milionów innych obrazów wiszących na ścianach w galeriach, muzeach czy po prostu w domach można, a nawet powinno się po nim chodzić. 

To zaledwie trzy przychodzące mi na szybko do głowy różnice. Zupełnie inaczej także powstaje. Chodzi o stronę technologiczną, która wyznacza rytm pracy Ryha. Jeśli kiedyś zastanawialiście się czemu Ryszard "skacze" po malowidle i co chwila maluje w innym miejscu zamiast przysiąść na dłużej w jednym punkcie i  go skończyć, to absolutnie nie jest to wynik upodobań artysty do częstych wędrówek. Tak po prostu musi być. 

 Śledzący uważnie prace Ryha bez trudu zauważą, że "skacze" on po malowidle. Co chwila przenosi się w inne miejsce i pracuje nad niewielkim fragmentem kompozycji. To warunek, który postawiło mu samo malowidło

Gdybyśmy potraktowali malowidło jak kawałek tortu (tak, tak, znowu to biedne ciacho posłuży do wyjaśnienia czegoś metodą "na chłopski rozum"), takiego złożonego z trzech warstw zwanego powiedzmy "UnderGlass", to na spodzie mielibyśmy cienką warstwę podmalówki, w środku grubą warstwę "zasadniczą", a na wierzchu znowu cienką warstwę nadmalówki. Dodatkowo musimy jeszcze wspomnieć o cieniutkiej warstwie "lukru" utwardzającego, którym na końcu pokrywa się malowidło oraz dwie na przemian ułożone warstwy impastu i laserunku, które tworzą warstwę zasadniczą. Można powiedzieć, że impast to warstwa nieprzezroczystej farby, może być dość gruba, a laserunek to warstwa transparentna - wyjaśnia Ryho. Ok, może się zagalopuję, ale trzymając się cukierniczej terminologii to coś jakby gęsty krem i przepuszczająca światło galaretka. To one, nakładane na siebie decydują o kompozycji dzieła. Trzeba ich nanieść kilka, czasami kilkanaście. I właśnie przy ich nanoszeniu w całej okazałości widać "dyktatorską" naturę technologicznej strony malowidła 3d...

Od momentu rozmieszania farb, czyli połączenia żywicy poliuretanowej z pigmentem, którego swoją drogą może być maksymalnie 30% i ani odrobiny więcej, mam 90 minut na ich zużycie. Jeśli nie wykorzystam całości w tym czasie, to niestety reszty muszę się pozbyć. Nie ma rady - mówi Ryho. Ale to nie koniec. Gdyby chodziło tylko o to, to sprawa nie byłaby warta poświęcenia jej całego wpisu na blogu - śmieje się Ryszard. Po zamalowaniu jakiegoś fragmentu nie mogę kontynuować tam pracy przez następnych 16 godzin. Zanim zdążyłem zadać oczywiste w tej sytuacji pytanie Ryho zaczął już wyjaśniać. To tak jakbyś chciał ugotować makaron na klasyczne "al dente" (i znowu kulinarnie - przyp. DI). Wrzucasz do garnka porcję makaronu, gotujesz przez 3 minuty i nagle stwierdzasz, że jesteś głody bardziej niż myślałeś, albo z niezapowiedzianą wizytą wpada "ktoś", np teściowa. Cieszysz się niezmiernie i dodajesz trochę. Efekt? Albo rozgotujesz wcześniejszy, albo niedogotujesz ten wrzucony później. W każdym razie będzie to wszystko nie dobre. 

90 minut - Ryho ma tyle samo czasu na wykorzystanie przygotowanej farby, ile mają piłkarze na boisku na rozstrzygnięcie zawodów na swoja korzyść

Na tym nie kończy się jednak bezlitosna postawa malowidła. Idealny czas na nanoszenie kolejnej warstwy to okres 16-24 godzin od momentu zakończenia wcześniejszych prac. Wówczas poprzednia warstwa nabiera charakterystycznej lepkości, która już kilka razy zafundowała nam nagły wzrost adrenaliny. Wtedy poprzedniej warstwy nie trzeba matowić, co jest dość ciężką fizyczną pracą z tzw. włókniną ścierną w ręce. Dziwne, prawda? Dopiero po 13-14 godzinach pojawia się lepkość, która znika po następnych 10 godzinach. Po upływie doby całość trzeba matowić. Zazwyczaj Ryho odczekuje znacznie dłużej, bo ścieranie w nieodpowiednim momencie, przed upływem 24 godzin, mogłoby poważnie zaszkodzić kompozycji. 

Do tego wszystkiego musicie dodać konieczność kilkakrotnego w ciągu dnia odkurzania powierzchni oraz fakt, że kolejne warstwy muszą mieć odpowiednią grubość. Ok, 0,5 mm, co po wyschnięciu daje warstwę mierzoną w mikronach. Grubsza nie może być, dlatego po kilku tygodniach pracy moje ubranie wygląda jak paleta. To w nie pozbywam się nadmiaru farby. 


Ubranie robocze Ryha. Wprawdzie mógłby wycierać nadmiar farby w jakąś ścierkę lub gąbkę, jednak zdecydowanie bardziej ergonomicznie jest wytrzeć ją w ubranie


Wszystko? Ależ oczywiście, że nie! Warstwy schną bardzo szybko. 3 minuty - tyle mniej więcej czasu ma Ryho aby usunąć np. kroplę farby, która przypadkiem znalazła się na powierzchni. Po tym czasie po prostu musi przemalować zabrudzony fragment. Tę cechę dobrze widać na przykładzie widocznego na pierwszym planie hutnika. Tego po prawej stronie, z lekko siwawymi włosami. Okazało się, że jego twarz przypomina inną dość znaną w Krośnie twarz, co jest absolutnym przypadkiem. Ale, że nie chcemy, aby tego typu podobieństwo prowokowało jakiekolwiek komentarze Ryho musi ją zmienić. Jak? Namalować od nowa na tej istniejącej. To będzie hutnik o dwóch twarzach - żartuje Ryszard. 

Koniec? Mógłbym napisać jeszcze drugie tyle. Ryho opowiadał to wszystko mieszając farby, a jako, że temat jest wyjątkowo wciągający skończył w momencie, gdy pozostało mu tylko wyrzucenie ich do kosza... 

Do następnego!   

DI

ps. resztę opowieści na pewno niedługo przeczytacie:)

Mimo "dyktatorskiego" charakteru Ryho uwielbia pracę nad "UnderGlass", co mam nadzieję widać

poniedziałek, 4 lutego 2013

Happening najlepszy na stres

Ktoś z Was oglądał transmisję live w nocy z soboty na niedzielę? Dokładnie w okolicach północy? Jeśli tak to na pewno widział mały happening w wykonaniu Ryszarda zapowiadany chociażby poprzez naszego facebooka. Od razu muszę zaznaczyć, że wszystko wymyślił Ryho, który do końca nie zdradził nam co się wydarzy. A ci się wydarzyło? W skrócie chodziło o pokazanie, że wieczorem w naszym budynku... straszy... Tak. To zdaniem Ryha robota "Białej Damy Krośnieńskiej" - zjawy o jakże pięknie i wyjątkowo nie-zjawowo brzmiącej nazwie. "GhostBusters" w wersji krośnieńskiej miał następujący przebieg: w okolicach północy zaczęło gasnąć światło, Ryszard wyglądał jakby słyszał głosy, chwilę potem szamotał się z kawałkiem materiału, aż padł i został ściągnięty z wizji za nogi...

No to teraz dwa wyjaśnienia:

Wyjaśnienie nr 1 - cz straszy?

Tak i nie. Gdybyście weszli do budynku późnym wieczorem, z pewnością usłyszelibyście bardzo dużo dziwnych dźwięków. Obiekt jest nowy, wciąż pracuje, do tego mamy piec nagrzewający się do ekstremalnej temperatury, co wiąże się z emisją równie ekstremalnej porcji ciepła, która później staje się przyczyną wielu odgłosów dobiegających np. z kanałów wentylacyjnych. Za dnia, gdy Centrum tętni życiem, działa klimatyzacja, a pomieszczenia wypełniają dźwięki maszyn i urządzeń, po prostu tego nie słychać. Gdy zapada wieczór, wszyscy wychodzą, a zwłaszcza, gdy rozum lekko podsypia, wówczas budzą się demony...  I to pewnie tyle w temacie.

Wyjaśnienie nr 2 -  po co to wszystko?

To mój sposób na odreagowanie stresu. Tak, moja praca, praca artystów w ogóle jest stresująca. Każda jest, wiem. Ale czasami słyszę, że mój "zawód" jest taki fajny, bo "sobie maluję spokojnie, na luzie". Akurat! Może nie jest to taki stres jak chirurga, ale jest to naprawdę stres. Nieco innego rodzaju. Składa się na niego wiele czynników. Ostatnio pisaliście o presji czasu. To jeden z takich czynników. O wiele silniejszy jest jednak niepokój związany z odbiorem dzieła. Wiem, że ono będzie piękne, że będzie działać, ale mimo wszystko obawiam się jak zostanie odebrane. To naturalne, to po prostu nieodłączny element "zawodu" artysty. 

 Ryho stara się poradzić sobie ze stresem w różny, zazwyczaj niekonwencjonalny sposób

Ten stres Ryho musi odreagować. Są różne sposoby na walkę ze stresem. On ma taki. Urządza happeningi lub "rozmawia" z kamerą. Na chwile zapomina o wszystkim, wkracza w świat swojego, jak sam przyznaje, absurdalnego poczucia humoru. Czy naprawdę absurdalnego? Przyznacie, że chyba nie. W żmudny proces tworzenia malowidła Ryszard wniósł sporo kolorytu, nie tylko tym jednym happeningiem, ale całą swoją postawą i zachowaniem, które obserwujemy od samego początku. Przecież to malowidło ma cieszyć, nie smucić. Ja także chcę się cieszyć tworząc je, bo to nie męka. Uwielbiam to co robię, dlatego nie chcę, aby występująca czasami monotonia pracy, stres czy zmęczenie sprawiły, że wyglądał będę jakbym przeżywał tu katusze. Kiedyś, pracując nad wystrojem krakowskiej restauracji "Wierzynek" udało mi się tak nastraszyć opowieściami o duchach 4 panie sprzątające tam, że wylądowałem "na dywaniku" u pani prezes. Powiedziałem, że wolę radzić sobie z trudnościami w taki właśnie sposób niż bardziej tradycyjny. Tak mi zostało - opowiada Ryho. 

"Absurdalne" poczucie humoru Ryha przejawia się czasami w bardzo subtelny sposób

A radzi sobie dobrze. Prace postępują zgodnie z planem. Ostatnio nawet nieco przyspieszyły, co wynika z konieczności zrobienia odpowiednich zdjęć na potrzeby realizacji animacji 3D. 

Czy w najbliższym czasie będziemy mogli zobaczyć kolejny happening? Nie znacie dania, ani godziny - mówi Ryszard. Czyli, że chyba tak.

Do następnego!

DI

ps. jeśli ktoś z Was ma print-screeny z sobotnio-niedzielnego happeningu to zachęcamy do podzielenia się nimi. Np na naszym facebooku, lub podając linki w komentarzach. My musimy ściągnąć materiał z pamięci "big-brothera". Postaramy się niebawem opublikować.

sobota, 2 lutego 2013

Najlepiej po 22.00

Praca Ryszarda budzi zainteresowanie. Bardzo duże zainteresowanie. Także mediów. Zazwyczaj dziennikarze zaczynali się poważnie interesować tworzonymi przez niego malowidłami 3D w momencie ich premiery, czyli na samym końcu, gdy prace były już definitywnie zakończone. Wiele razy zdarzało się, że dopiero, gdy kończyłem lub skończyłem pracę pojawiali się dziennikarze. "A może tak Pan weźmie pędzel i zapozuje. No wie Pan - tak jakby Pan pracował" - słyszałem regularnie. Tylko jak?! Tu nie muszę "udawać", mogę na bieżąco zademonstrować na czym polega moja praca nad takim dziełem - mówi Ryho. Miło to słyszeć. Ale upublicznienie pracy Ryha ma, jak mawiał klasyk, "plusy dodatnie i plusy ujemne". Plusem ujemnym w tym przypadku jest to, że czasami wizyty prasowe nieco rozpraszają Ryszarda odrywając go od pracy. Dotyczy to tych niezapowiedzianych, bo gdy Ryho wie z wyprzedzeniem, że będzie miał gości, wówczas nieco inaczej planuje sobie czas. Najlepiej późnym wieczorem. Po 22.00, może być? Będziemy mieli spokój - to dość częsta propozycja Ryszarda dotycząca godziny spotkania. Identycznie jest w przypadku nagrywanych przez nas filmów dokumentujących proces powstawania "UnderGlass". Tak jest po prostu najlepiej, ale pewnie nie trudno zgadnąć, że nie każdy lubi taką porę. Ryho jest jednak bardzo elastyczny. 21.00? Jedna z takich późnych wizyt odbyła się pod koniec zeszłego tygodnia. Trwała ok 5 godzin! Od tuż przed 22.00 do 3.00 nad ranem. Ja spasowałem jakoś zaraz po północy mając w perspektywnie wczesną pobudkę oraz 20 km drogi do domu. Wcześniej jednak zdążyłem wraz z Ryszardem dać bardzo adekwatne do pory dnia show. Demonstrując magiczne działanie iluzji przed reporterską kamerą Ryszard poprosił mnie na mostek znajdujący się na pierwszym planie. Pokazywał jak dzięki kompozycji malowidła osoba stojąca zaledwie pół metra od drugiej wydaję się być miniaturową postacią. W pewnym momencie, podkreślmy - w celach cały czas demonstracyjnych, wziął moją rękę i położył na swojej głowie. Trzymałem ją tak przez kilkanaście sekund, podczas gdy on tłumaczył skrupulatnie parze dziennikarzy zasady użytkowania dzieła. Minutę później otrzymałem sms od kolegi. Właśnie włączyłem kamerkę i widzę, że ładnie się tam zabawiacie wieczorami! O kurde! Faktycznie! Staliśmy na wprost "big brothera" dając niezły pokaz głaskania się facetów po głowie! Całość widoczna była nie tylko online, ale została nagrana przez reporterów. Na szczęście z dźwiękiem, on sporo wyjaśnia - pomyślałem. Mimo to z lekką obawą czekałem na premierę. Film już jest. Możecie go obejrzeć poniżej. Szczęśliwie jest na nim tylko Ryho pokazujący wstępnie jak można będzie "używać" malowidła. Odetchnąłem z ulgą, wierząc, że ta nieco krempująca scena nigdy ponownie nie ujrzy światła dziennego. Za wcześnie. Ryho powiedział mi, że zaplanowali podzielenie materiału na części... W którejś z kolejnych być może zobaczycie co dzieje się na "UnderGlassie" po 22... Co ja mówię - przecież zawsze możecie sprawdzić sami;) a tymaczesem miłego oglądania! (od razu informujemy, że reklamy przed filmem to nie nasza sprawka;) Do poniedziałku! DI ps. ktoś z Was też widział tamto zajście?

piątek, 1 lutego 2013

Artysta tworzący pod wpływem "procentów"!

Jest źle. Jest bardzo źle. Jest coraz gorzej. Tak przynajmniej można wywnioskować z kolejnych blogowych wpisów. "Co to za męka. Kwęka i stęka ciągła udręka...". Praca, poprawki, przemalowywanie, domalowywanie. Postanowiłam się dowiedzieć jak to naprawdę jest. Ten cały AKT twórczy. Zastałam Ryszarda, gdy był zajęty malowaniem nota bene AKTÓW. . .
Farby (w plastikowych filiżankach), paleta (z wieka od wiaderka po farbie), pędzel marki "Da Vinci" i artysta we własnej osobie oraz modele - cztery wazony zrobione przez naszych hutników. Muszę przyznać, wazony pozowały profesjonalnie.


Pojawiły się znaki na niebie i na ziemi...

Widać efekty pracy. Malowidło się "porusza". Z każdym dniem pojawiają się inne szczegóły, kolejne części są wykańczane. Kolory się wzmacniają a kontury nabierają wyrazistości. Światłocień wydobywa bryły i kształty. Tyle z analizy formalnej dzieła (takiej historyczno sztucznej). Ale co artysta miał na myśli? Ok. Zapytajmy artystę.
To jest taki moment, kiedy są mieszane uczucia.
Satysfakcje już są i z każdym dniem będzie ich przybywało. Jest taki moment, że zaczynam widzieć koniec. Ten koniec jest bardzo enigmatyczny póki co, ale za kilka dni przełamie ten kryzys. Zacznie się lot. Już będę widział koniec, już będę widział coraz więcej. Wszyscy będziemy widzieć coraz więcej. I będę miał coraz większą satysfakcję - przyznaje Ryho. 

Radość tworzenia i zadowolenie z dzieła - czyli jednak coś takiego istnieje. SATYSFAKCJA, jak mówi Ryho, już jest. Ale ile jej jest?

W tej chwili mam pół na pół. Satysfakcja jest pomieszana 50 na 50 % z załamaniem. Te proporcje się zmieniają. Załamanie przychodzi w chwili, kiedy jest satysfakcja. Ono nie pojawia się znikąd. satysfakcja unaocznia mi ile jest jeszcze przede mną pracy. Przedwczoraj miałem poziom 30% satysfakcji na 70% załamania. Dzisiaj już mam 40% satysfakcji. Im dłużej będę pracował to będę już miał 75% satysfakcji. Za każdym razem morale się zwiększają. 

Edward Munch,  ile procent załamania w tym "Krzyku"?


Tak wygląda praca na "procentach". Dobre procenty satysfakcji pomagają w pracy. A jak działają procenty załamania? 

Ryho: MOBILIZUJĄ! POWODUJĄ TWÓRCZĄ ZŁOŚĆ.   
Są pewnego rodzaju miejsca na malowidle, gdzie mogę „śmignąć” pędzlem dosyć szybciej. A są takie, gdzie muszę się zatrzymać. Bardzo mocno zatrzymać. Wtedy daje to satysfakcję i przerażenie. Jestem miotany dwoma skrajnościami. Co zrobić, aby doprowadzić do stanu perfekcyjnego, żeby malowidło mnie zadowoliło. Tylko mnie. Z drugiej strony jak opanować to, że nie mam tak dużo czasu jak Wit Stwosz, który kończył swój ołtarz w Kościele Mariackim 12 lat. 

Hmm, 12 lat? Trochę jak wyrok w więzieniu. Ale co należy podkreślić, akt twórczy to nie akt skazujący, to nie jest kara. Sztuka jest wymagająca, ale wynagradza artystę za wysiłek. 
Malarskie wykończenie jednego metra kwadratowego malowidła UnderGlass zajmuje około jeden dzień. Jak podkreśla Ryho, dzięki skupieniu się na tym jednym metrze można zapomnieć o czekającym ogromie pracy. 
Ale "procenty" działają na korzyść artysty. Zadowolenie rośnie w miarę włożonego czasu i wyrzeczeń. Satysfakcja gwarantowana. I nawet słońce zaczyna świecić już nad UnderGlassem.
 "Cud nad Wisłokiem"! 

Pozdrowienia.

KS




czwartek, 31 stycznia 2013

Jesteśmy szaleni!

- Cześć Tomek, patrzyłeś na projekt? Jak widzisz animację na tych drzwiach w tyle?
- Z drzwiami nie ma problemu, ale mam inny pomysł. A jakby "zmapować" samo graffiti? 

...po kilku sekundach ciszy w słuchawce telefonu...

- A czy to jest wykonalne?
- Jeszcze nie wiem na pewno, ale myślę, że tak. 

W ten sposób w naszej UnderGlasso-wej historii pojawia się nowy bohater - Tving Stage Design, który tworzą Tomek Gawroński i Patryk Zimończyk. Kim są Tving? Tving tworzą animacje w oparciu o tzw. mapping. Mapping z kolei, najprościej rzecz ujmując, to technika, którą najczęściej zobaczyć można w akcji na elewacjach budynków, gdzie światło projektorów wyczynia z nimi niewiarygodne wręcz rzeczy. A to budynek się rozpadnie, a to spłonie, a to pokryje się lub zmieni w coś zupełnie zaskakującego. Mapping to rodzaj trójwymiarowej animacji, ale w przeciwieństwie do szczytowego obecnie osiągnięcia w technice produkcji telewizorów - odbiorników 3D (no chyba, że wprowadzono już coś jeszcze bardziej zaawansowanego... i kosztownego) - nie potrzebuje okularów, aby efekt ten zobaczyć. Podobnie jak nasz UnderGlass. 

Nowi "bohaterowie" UnderGlass-owego bloga - Tomek (po prawej) i Patryk (po lewej)

Osoby, które śledzą działalność Centrum od samego początku mogły się już przekonać na co stać Tving-ów i jak ciekawe są owoce naszej z nimi współpracy. Wspólnie  zrealizowaliśmy w Krośnie dwa bardzo ciekawe projekty.

Projekt nr 1 to tzw. "Lokacja Krosna - Miasta Szkła" - impreza, która miała miejsce 2 czerwca 2012 r i wiązała się z uruchamianiem Centrum Dziedzictwa Szkła. Ciężko opisać to co wówczas działo się na rynku, ale było to wydarzenie, którego nie powstydziliby się nie tylko w największych miastach Polski, ale w światowych centrach kultury. Skoro nie można opisać to można pokazać:


Drugi projekt to "Obsydian" - instalacja pozwalająca na regularną prezentację mappingu na fasadzie naszego budynku. Nie na jednorazowy pokaz, ale ich cykl. Tving stworzyli 4 animacje, z których każda inspirowana była tematem szkła. O ile nam wiadomo nikt w Polsce nie zaoferował jeszcze właśnie takiego - stałego wykorzystania mappingu, co z resztą wróci do naszej oferty na wakacje. Rzućmy więc jeszcze szybko okiem na jeden ze wspominanych odcinków:




Pomysł, aby wykorzystać mapping do stworzenia drugiego "życia" malowidła UnderGlass pojawił się mniej więcej w momencie, gdy Ryszard kończył jego projekt. Zaczęło się od drzwi, tych zlokalizowanych za graffiti. Oczywistym było od początku, że muszą zostać zasłonięte. W zaciszu naszego pokoju wymyśliliśmy więc, aby właśnie tam połączyć street i video art i zafundować im ciekawą animację. Potem sprawy potoczyły się bardzo szybko. Telefon do przyjaciela, jeden mail, drugi telefon i z powrotem jesteśmy w biurze. Wiecie, że jesteśmy szaleni, prawda? - tak podsumowaliśmy ten pomysł i nasz zapał do jego realizacji. I mieliśmy naprawdę sporo racji. Cały czas tak uważamy. Jednak trzeba od razu zaznaczyć, że to pozytywny rodzaj szaleństwa. Nie wyobrażamy sobie pracy bez niego. Ok, wyobrażamy, mniej więcej tak - Kawa. Pudelek. Chwila rutynowej pracy. Kanapka + herbata. Internet. Chwila rutynowej pracy. Herbata. O!!! na szczęście już 15.30! Ależ ten czas się dłużył dzisiaj... 

Musimy też przyznać, że mamy naprawdę szczęście do wyszukiwania ludzi równie szalonych jak my. Bo czy takim pozytywnie szalonym człowiekiem nie jest Ryho? Albo Tving-i? 

Tomek i Patryk pojawili się u nas jakieś 2 tygodnie temu. Testowali jak działał będzie mapping na podłodze pokrytej przez Ryha kolejnymi warstwami farby. Nigdy nie zapomnę tego widoku wzajemnego "nakręcania się". Ryszard nakręcał chłopaków, oni jego. Coś niesamowitego! Była to mieszanka pasji twórczej, ogromnego entuzjazmu, podekscytowania, ale także świadomości ogromnego wyzwania jakie stanowi zaopatrzenie malowidła w animację 3D. Z znacznej mierze wynika to z pewnością z faktu, że tego jeszcze nikt na świecie nigdy nie zrobił! 


Ryho nakręcał chłopaków - chłopaki jego

Przeszukaliśmy internet wzdłuż i wszerz. Nic. Ktoś kiedyś pokusił się o mapping na graffiti Banksy'ego, ale to ściana i 2D. Mappingu na trójwymiarowym malowidle ani śladu. Ale to w sumie nas nie dziwi. Od samego startu projektu UnderGlass podkreślamy, że takich dzieł wykonanych w technice pozwalającej na ich przetrwanie dłużej niż czas, którego Pan Bóg potrzebował do stworzenie świata jest naprawdę bardzo mało. Bardzo. A wykonanie animacji to dość długi proces, więc zanim taka animacja by powstała "powierzchnia", na której miałaby być zaprezentowana przeminęłaby z wiatrem, deszczem i butami turystów. 

Ale efemeryczność trójwymiarowych graffiti to jedna sprawa. Są przecież malowidła, które opierają się presji pogody i ruchu turystycznego. Nie trzeba daleko szukać. Dwa dobrze nam znane - te wykonane przez Ryha - znajdują się w Niedzicy oraz w Wieliczce. Obydwa znajdują się w miejscach, które nie sprzyjają instalacji potrzebnej do obsługi pokazu infrastruktury. Przecież rzutniki trzeba na czymś postawić, zabezpieczyć, itd. UnderGlass natomiast powstaje w pomieszczeniu klatki schodowej. Do tego nie zniknie po pierwszym tygodniu, miesiącu czy roku. Czemu więc nie wykorzystać warunków do pokazania w jak wyjątkowy sposób może "żyć" malowidło także po zmroku? Bo taka jest idea całego przedsięwzięcia, które, tak jak chcieliśmy od początku, połączy street z video artem.


To tylko test czegoś czego jeszcze nikt nie robił

I to cała historia. Czy boimy się tej drugiej części projektu? Na pewno trochę tak. Bo to nie będzie zwykły mapping. UnderGlass nie jest przecież zwykłą ścianą! Do tego w jego powstawaniu bardzo istotną rolę odgrywa anamorfoza, deformacja kompozycji, tak aby z jednego punktu całość dawała efekt przestrzenny. I tak samo Tving muszą podejść do animacji. Zrobić dokładnie to co Ryho, czyli zdeformować obraz video! 3D mapping także będzie widoczny najlepiej z tego właśnie punktu. Można więc pół żartem pół serio powiedzieć, że podnosimy trójwmiar do kwadratu... 

Tamtego dnia, po pierwszych testach zachowania się światła projektorów na podłodze, jadąc do domu wysłałem Ryszardowi sms pytając go o to, czy my wszyscy naprawdę jesteśmy szaleni? Odpisał krótko: tak, ale bycie samemu szalonym i wśród podobnie szalonych ludzi dodaje skrzydeł! Zdecydowanie dodaje i w naszym szaleństwie jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa...

Do następnego!

DI

ps. winien jestem jeszcze informację kiedy efekt współpracy Ryszarda i Tving-ów będzie można oglądnąć. Na pewno nie przed końcem lutego / początkiem marca. Tak jak wspomniałem tworzenie animacji to długi i skomplikowany proces. Ryszardowi także zostało jeszcze trochę pracy. Będziemy o tym na pewno pisać, więc spokojnie. Wszystkiego się dowiecie.

ps 2. cz ktoś z Was zauważył, że od samego początku realizacji projektu, od 17 grudnia, gdy pojawiła się strona z live streamem (www.3d.miastoszkla.pl) zdradziliśmy co zamierzamy zrobić oprócz malowidła?:) w tle strony od samego początku powtarzały się pewne słowa - m.in. mapping i video art;)

mapping video art mapping video art mapping video art...

środa, 30 stycznia 2013

7 hutników

Dzisiaj zrobimy filmowy przerywnik. Najnowsza produkcja doskonale podsumowuje etap prac nad postaciami hutników, który kosztował Ryszarda sporo wysiłku i nerwów. Po raz pierwszy w swojej karierze malarza 3d zetknął się z tym dosłownie "ludzkim" problemem. Ma go już za sobą i jak sam przyznaje teraz jest już "z górki" i z każdym dniem tempo prac oraz dynamika zmian kompozycji będzie coraz większa! No i przed nami wciąż szczegóły obiecanej niespodzianki, o której z resztą Ryho w najnowszym filmie wspomina... Właśnie, film... Miłego oglądania! I do następnego!


DI

wtorek, 29 stycznia 2013

Panie Paprocki! Coś Pan chyba spaprał!

Nie obraź się Ryho, wiesz, pewnie się nie znam, ale wydaje mi się, że, no, wiesz, coś w tym malowidle tak jakby... nie gra... Proporcje hutników zdaje się... Sam byłem świadkiem jak dwie osoby w ten jakże delikatny sposób starały się zasygnalizować Ryszardowi, że chyba coś mu nie wyszło. Słowa te nie przeszły im łatwo przez gardło. No bo jak tu krytykować uznanego artystę, którego realizacje tak dumnie i okazale prezentują się na zdjęciach??? 

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdy taka uwaga padła z ust kogoś, kto ogląda "UnderGlass" z każdego innego miejsca niż punkt centralny. Ale nie, to patrząc właśnie stamtąd w kompozycji coś zdaje się nie grać! I tu pogrzebano biednego przysłowiowego czworonga...

Czy to możliwe, że Ryho pomylił się w kompozycji? Aż strach zapytać...

Muszę się przyznać, że sam chciałem zapytać Ryha dokładanie o to samo. O postaci hutników, bo to one są źródłem problemu. Porównać je można do słynnego ziarnka grochu, które choć tak maleńkie i niepozorne, to kłuło książęcy tyłek niczym łóżko fakira. Na szczęście zostałem uprzedzony, co pozwoliło mi uniknąć tej wyjątkowo niekomfortowej sytuacji. Czemu niekomfortowej? Otóż dlatego że:

a) albo się mylę, bo czegoś nie rozumiem i w rezultacie będzie mi głupio, 
b) Ryho naprawdę się pomylił i oprócz tego, że będzie jemu głupio, to w dodatku skomplikuje to nieco projekt. 

Okazuje się jednak, że jest też "c)". Prawdziwie magiczne "c)" muszę przyznać.

Owa trzecia opcja wyjaśnia pewne niesamowicie ciekawe zjawisko, polegające na różnicy między okiem ludzkim, a obiektywem aparatu, a dokładnie między duetem oko + mózg, a obiektywem. Między samą zasadą działania oka, a aparatu nie ma aż takiej różnicy i gdyby tylko o nie chodziło na pewno tematu by nie było. 

Odpowiedź Ryha na delikatne sugestie o popełnieniu błędu jest zawsze taka sama. Zawsze, bo okazuje się, że wraz z pojawieniem się postaci hutników wybuchła mała epidemia pytań (zdaje się, że to jakiś wirus zwątpienia w umiejętności Ryszarda, który buszuje w okolicach perspektografu). Ryho leczy ją za pomocą krótkiej komendy: ZRÓB ZDJĘCIE I JE POWIĘKSZ. Pacjenci karnie stosują się do polecenia, wszak kilka sekund wcześniej poddali w wątpliwość jego wiedzę, umiejętności i doświadczenie i to im jest trochę głupio, bo nie wiedzą czy słusznie. Po upływie następnych kilka sekund są wyleczeni. Okazuje się bowiem, że na zdjęciu wszystko jest perfekcyjnie. Dokuczliwe ziarnko grochu zapadło się pod ziemię zabierając ze sobą cały bagaż wątpliwości. 

Ale, ale... Zaraz! Patrząc ponownie na malowidło... Nie, to niemożliwe... Ziarenko... Ono wraca!!! ...niczym problem z dwustronnym drukowaniem gdy nie ma się duplexu... No to co jest do cholery grane???

 Na zdjęciu - wszystko ok. Patrząc bez aparatu wyraźnie coś nie gra. Co jest???

To może niech głos zabierze doktor Paprocki:

Oko ludzkie odbiera obrazy 3D inaczej niż obiektyw aparatu fotograficznego. Człowiek pozujący do zdjęcia może stać w dowolnym miejscu na malowidle i zostaje prawidłowo wkomponowany w obraz, pod warunkiem, że aparat fotograficzny znajduje się dokładnie nad oznaczonym punktem. W przypadku malowideł trójwymiarowych obiektyw aparatu czy kamery nie rozróżnia powierzchni posadzki od pionowej ściany. Inaczej odbiera to umysł człowieka - widz wie doskonale, że zniekształcony obraz jest na ziemi i nie da się zmylić. Człowiek wie, że nie jest to obraz namalowany na pionowej ścianie tylko na płaskiej posadzce oraz że pozujący ludzie stąpają po malowidle i nie są wkomponowani w pejzaż. Aparat fotograficzny lub kamera filmowa zmylić się za to daje całkowicie. Po zrobieniu fotografii ludzie zawsze są zaskoczeni i zdziwieni, wydaje się to niemożliwe, sprzeczne z ich oczekiwaniami. Widzą w tym czary i magię.

 Dopiero robiąc zdjęcie niemal znad postaci hutnika lub z drugiej strony malowidła aparat wychwytuje zaburzone proporcje. Nigdy nie będzie to widoczne na zdjęciu zrobionym z punktu centralnego. Tam wszystko się zgadza.

Ot cała tajemnica! Ufff! Pan Paprocki na szczęście nic nie spaprał...

Do następnego!

DI