piątek, 8 lutego 2013

Coś ci powiem, ale nie pomyl tego z komplementem.

Jak opisać ten etap pracy?
Przyjmijmy, że malowidło teraz wygląda tak:

Jesz   do   awna mal  dło nie st  ło ości. Był o tyl o   one fragmenty. Tu  tnik, tam hut  ,   palony   ec, jed    dr   iany    est, dru  , trze  ,     ąca li a. Temat   na układanka -    menty komp    . Trochę jak lis      terów filmu czy książ  , do kt  ych    ba jesz  e   pisać odpowied     storię,      ślić ich    gody i najw   iejsze -   łączyć kolej   rozdziały. 

Ryho pracuje i już niedługo będzie wyglądało tak:
(gotowe i czytelne)

Jeszcze do niedawna malowidło nie stanowiło całości. Były to tylko rozrzucone fragmenty. Tu hutnik, tam hutnik, rozpalony piec, jeden drewniany podest, drugi, trzeci, wisząca lina. Tematyczna układanka - elementy kompozycji. Trochę jak lista bohaterów filmu czy książki, do których trzeba jeszcze dopisać odpowiednią historię, wypełnić luki w tekście i najważniejsze - połączyć kolejne rozdziały. 

Doczytałaś do końca "Lotte w Weimarze" Manna albo "Grę w klasy" Cortazara ? - zapytał mnie ostatnio Ryho. Hmm, niektóre książki faktycznie potrafią zmęczyć. "Gra w klasy" akurat mi się podobała, rozdziały tak ułożone, że można je czytać w dowolnej kolejności zmieniając przy tym historie i losy bohaterów - bawiąc się zakończeniem. 

UnderGlass jest właśnie taką "Grą w klasy", teraz aby cała opowieść była ciekawa i wciągająca należy odpowiednio poukładać rozdziały. Inaczej zwyczajnie będzie męczyć.
Ale jak malowidło może zmęczyć? Książkę da się nie doczytać do końca, ale obraz?  Jak? "NIE DOOGLĄDAĆ"?
Mianowicie się da:




Książkę pisze się słowami, w malowidle istotny jest kolor, a właściwie kolor obok koloru. To właśnie sąsiedztwa kolorystyczne decydują o finalnym wyglądzie obrazu. Jeśli kolory będą źle dobrane, cóż...na obraz zwyczajnie nie będzie dało się patrzeć. Z drugiej strony, takie kontrasty (zwłaszcza komplementarne, czerwień z zielenią, czy filolet z żółtym) są elementami, które jako pierwsze przyciągają ludzki wzrok. Jeśli obraz ma coś "wykrzyczeć", to takie kontrasty kolorystyczne są najlepsze. Jest kilka rodzajów kontrastów kolorystycznych, ale tu oddaje głos profesjonaliście:

Najbardziej ulubioną formą kontrastu stosowanego przeze mnie tu na malowidle 3D, jest kontrast symultaniczny. W odróżnieniu do kontrastu komplementarnego (uwaga: nie mylić z komplementami) jest to ciągłe poruszanie się po kole barw i teorii barwy. Kontrast symultaniczny jest to sposób w jakim zabarwia się szarość na kolorowym tle. Na pomarańczowym tle szarość zabarwi się na niebiesko. ALE TYLKO W TWOIM OKU!





    
Jeszcze trzy dni temu namalowany na posadzce witraż prezentował pełną gamę intensywnych kolorów. Jednak po namalowaniu znajdujących się obok skał, okazało się, że witraż trzeba "zepchnąć głębiej". Jak to zrobić? Stonować kolory, zabrudzić je tak, aby to skała znajdująca się obok wyszła na bliższy plan. Proste? Proste! Witraż uzyskał przy tym czarne obramowania i kontury.
Właśnie. KONTURY. 
Ostatnio zaintrygowały mnie bardzo kolorowe linie dookoła hutników. Z tyłu głowy i koszulki namalowanej postaci - czarne, z przodu jaskrawo-pomarańczowe. Nieopatrznie spytałam Ryha czy te kolory też będą stonowane.... Przypomnij sobie Wyczółkowskiego!

Leon Wyczółkowski, "Rybak", 1891

Pomarańcze, czerwienie, żółcienie, wszystko wygląda świetnie. I znowu dowód na to, że w UnderGlassie ukryty jest kawał historii i teorii sztuki. 

Jeszcze jedna rzecz. Zauważyliście, że nagle drewniany podest po lewej stronie się przesunął? Jest tak jakby bliżej? To też dzięki kolorom, ale od takiego "przesuwania" witraży i całych konstrukcji może zakręcić się w głowie. Jak to dobrze, że Ryho to architekt i malarz w jednej osobie.


M.C. Escher, "Wodospad"
Wszystko się układa, a kolejne rozdziały opowieści pod tytułem "UnderGlass" łączą się w jedną historię wraz z symultanizmem i komplementarnością, która nie należy mylić z komplementem. Zapraszamy do czytania i oglądania.

Pozdrawiam

KS

czwartek, 7 lutego 2013

Przyjemności duże i małe

Po serii martyrologicznych niemal wpisów pokazujących w jaki sposób dzieło potrafi bezlitośnie poturbować swojego twórcę, dzisiaj mam nadzieję powieje nieco optymizmem. Będzie o przyjemnościach. Brzmi od razu przyjemniej, prawda? Ryszard podzielił dzisiaj przyjemności jakie odczuwa ostatnio w związku z malowaniem na dwa rodzaje - przyjemności duże i przyjemności małe.

TE DUŻE...

To już jest ten etap. Ten, na który bardzo czekałem. Etap satysfakcji - przyznaje Ryho. Można powiedzieć, że dotąd malowidło było jak bardzo długa, ciekawa opowieść, z której powycinano cytaty. Zaledwie urywki. Owszem, każda z nich jest interesująca, wciągająca, po prostu ma coś w sobie, ale wyrwana jest z kontekstu. Dopiero wszystkie wspólnie tworzą naprawdę piękną opowieść. I teraz zacząłem je łączyć, a wy dopiero teraz zaczynacie rozumieć sens całości - opisuje Ryszard. 

 To już ten etap - etap satysfakcji. Niewielkie plany zostały niemal połączone w całość. W dalszej części malowidła została tylko jedna strefa "oderwana" od reszty - zwężający się od windy w kierunku widza szary "korytarz"

Cytaty to oczywiście poszczególne partie malowidła - mostki, piece, hutnicy, witraż, itd. Teraz poprzez naniesienie na płytki przede wszystkim skał wszystko zaczyna się ze sobą łączyć. Właściwie zostały już tylko dwa miejsca, które w jakiś sposób wciąż oderwane są od rzeczywistości i zaburzają obraz. Pierwszym z nich jest obszar w okolicach windy, drugim strefa "dwóch głupich kaloryferów". Je zostawiłem sobie na deser - śmieje się Ryho. 

Gdy wszystkie plany zostaną ze sobą połączone można będzie powiedzieć, że całość kompozycji "UnderGlass" jest już znana. Zostaną tylko prace nad detalami. I tym razem Ryszard pokusił się o zgrabne porównanie: powiedzmy, że będzie to stan surowy zamknięty. Są już ściany, dach, są już okna i drzwi. Zostaje "wykończeniówka", ale to ona decyduje o pięknie budowli. Można wybudować naprawdę piękną bryłę architektoniczną i pracami wykończeniowymi kompletnie wszystko schrzanić. 

Wykończeniówka polegać będzie m.in. na wydobywaniu planów za pomocą kontrastów czy opisywanego przez nas jakiś czas temu sfumato. To również bardzo atrakcyjny etap, gdyż z każdym dniem dzieło będzie "pięknieć". 

 Prace wykończeniowe to także praca na całości malowidła. Powoli "ruch" na nim zamiera, bo ciężko jest wyznaczyć strefy świeżo pomalowane i "bezpieczne"

TE MAŁE...

Najlepszym przykładem przyjemności zaklasyfikowanej jako "mała" jest coś, co wydarzyło się za witrażem. Ryho odszedł od pierwotnego projektu, w którym podwójne witrażowe drzwi zamykać miały kompozycję i postanowił przedłużyć "UnderGlass" o jeszcze jeden plan. Zostawił się tylko jedno skrzydło, zaś w miejscu drugiego wydobył przestrzeń odpowiadającą organizacji naszego Centrum. Dla nieznających budynku małe wyjaśnienie: Centrum Dziedzictwa Szkła podzielone jest na dwie części - budynek główny, w którym odbywają się pokazy i warsztaty hutnicze oraz tzw. piwnice przedprożne. Pod tą raczej niecodzienną nazwą ukrywa się ciąg 7 zabytkowych pomieszczeń znajdujących się po drugiej stronie krośnieńskiego Rynku. Podczas budowy obiektu zostały one odgruzowane, wyremontowane i udostępnione turystom. Znajdują się w nich ekspozycje szkła - użytkowego, ale o nieco bardziej luksusowym profilu oraz artystycznego. Mówiąc krótko - dzieła szklanej sztuki. 

Szkło to nie tylko szklanka czy kieliszek, to także wspaniała sztuka - mówi Ryho. Byłem w piwnicach i pomyślałem, że warto w malowidle pokazać także to oblicze szkła. Poza tym w tym przedłużonym planie pozwolę sobie na własną wizję instalacji związanej ze szkłem, która od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie i którą mam nadzieję uda mi się kiedyś zrealizować. Fajne byłoby, aby ta realizacja odbyła się tutaj - w tym momencie Ryho z charakterystycznym uśmiechem na twarzy puścił porozumiewawczo oko. Odpowiedziałem tym samym. Ta instalacja to taka moja mała przyjemność - zakończył wątek Ryszard. 

 Za witrażem wyłoniła się przestrzeń, która pierwotnie nie była planowana. Drugie skrzydło miało zamknąć kompozycję. W przedłużeniu znajdować się będzie część ekspozycyjna, w której znajdzie się także "mała" przyjemność Ryha - jego wizja wiszącej instalacji szklanej. Jej pierwsze elementy już widać

A jak z pączkami? Jadasz? Nie jadasz? Jeśli jadasz to z czym? i ile? - cała ta seria pytań przyszła mi jakoś tak zupełnie, ale to zupełnie przypadkiem do głowy w momencie rozmowy o przyjemnościach. Jadam, ale muszą być koniecznie z różą i lukrem. Innych nie uznaję - odpowiedział Ryho. 

Do następnego!

DI 

środa, 6 lutego 2013

Sztuka wymaga poświęceń

Pamiętacie wpis nr 15 na naszym blogu? Pojawił się niemal dokładnie miesiąc temu, 5 stycznia, a zatytułowany był "4 dni na kolanach". Opowiadał o pewnych ciekawostkach związanych z powstawaniem malowidła "UnderGlass" przedstawionych w konwencji mocno statystycznej. Jedną z nich było to, że Ryszard w czasie 2 miesięcy pracy spędzi 4 pełne dni na kolanach. Oczywiście nie pod rząd, ale suma czasu poświęconego na pracę w takiej właśnie pozycji wynosi ok 100 godzin. 

 Na kolanach...

Wczoraj podczas naszej rozmowy o reżimie technologicznym towarzyszącym procesowi tworzenia dzieła Ryho w pewnym momencie nawiązał do tamtego wpisu i obliczeń. Proporcje czasu pracy spędzonego w różnych pozycjach dość mocno się zmieniły. Ale to chyba widać. Teraz tak naprawdę cały czas pracuję na kolanach. Czuję już to w stawach i w plecach. Bo kolana to jedno, ale przecież cały czas jestem zgięty. Powiem Ci, że naprawdę czuję już zmęczenie. Fizyczne zmęczenie - zasmucił się Ryszard. 

znowu na kolanach...

Rzeczywiście, za każdym razem gdy go odwiedzam klęczy na płytkach. Nawet przemieszcza się po podłodze w ten właśnie sposób. Tak jest prościej niż wstać, przejść kawałek, a potem znowu wrócić do pozycji klęczącej. Wstaje tylko wtedy gdy naprawdę musi, czyli np. gdy czegoś mu brakuje lub skończyła się farba i musi przygotować nową jej porcję. Na tyle przyzwyczailiśmy się do tego widoku, że przestaliśmy myśleć o trudach takiej pracy. Widać po nim, że UnderGlass daje mu w kość. Tym bardziej podziwiamy to, że nie traci humoru i entuzjazmu. To nie zmieniło się od samego początku, a czasami wręcz im bardziej jest "styrany" tym wyraźniej czuć, że ta praca jest dla niego obecnie niemal całym życiem. 

 i znowu...

Nie próbowaliśmy nawet liczyć ile czasu spędza na kolanach. Może lepiej tego nie robić, bo sama świadomość ogromu tego czasu sprawi, że wszystko jeszcze bardziej zacznie boleć. A tę wyjątkową niewygodę Ryszard musi po prostu przetrwać. Nie mam innego wyjścia. Ochraniacze na kolana nie wchodzą w grę, gdyż będą niszczyć kompozycje. Szmaty, gąbki czy cokolwiek innego także - te przykleją się do podłoża - mówi Ryho. Ale wiesz co, to i tak nic. Wielkie "chapeau bas" dla artystów, którzy tworzą kompozycje na sklepieniach. Chociażby Michał Anioł. To jest dopiero katorga. Kiedyś miałem okazję pracować nad dekoracją plafonu. Człowieku! Wolę klęczeć cały dzień niż malować w pozycji leżącej sufit nade mną. Zakres ruchów jest bardzo ograniczony, ból w rękach i w krzyżu, farba cieknie na twarz... - opisuje Ryho. 

 i jeszcze raz na kolanach...

I powiedzcie teraz jak się ma do tego romantyczna wizja malarza z beretem na głowie i paletą w ręku prężącego się przed sztalugą? Praca Ryszarda oraz jego opowieści o "zawodzie" artysty otwierają nam oczy, łamią stereotypy. Pewnie wciąż są osoby pracujące w tradycyjny sposób, w studio czy w plenerze. Choć jak twierdzi Ryho one także różnią się znacznie od naszych wyobrażeń. Sztuka wymaga poświęceń, zawsze wymagała. Ale jest tego warta - podsumował wracając do pracy w standardowej od wielu już dni pozycji klęczącej. 

 Efekt? ponownie spójrzmy na prezentowane wczoraj spodnie robocze Ryszarda, tym razem pod innym kątem. Uwagę skierujmy w okolice kolan...

Do następnego!

DI 

ps. ktoś ma jakieś słowa otuchy dla Ryha? Będą mile widziane w komentarzach:)

wtorek, 5 lutego 2013

Reżim "al dente"

Reżim - pierwsze skojarzenia? Zdecydowanie polityka i rządy obchodzących się w bardzo niedelikatny sposób z przeciwnikami dyktatorów. Okazuje się jednak, że w podobnie dyktatorski i bezlitosny sposób obchodzi się z Ryszardem jego własne malowidło! Paradoks, prawda? Jak się to mówi? Żmija na własnej piersi wyhodowana? 

 Piękno malowidła z każdym dniem widać coraz bardziej. Mało kto wie, że w tych warstwach ukryty jest bezwzględny charakter

To nie żart. Tworzenie malowidła "UnderGlass" to nieustanny proces podporządkowywania się technologii. Ale wiemy już, że to nie jest po prostu malowidło. Powstaje na dość nietypowym podłożu, nie "działa" jak inne prace i w przeciwieństwie do milionów innych obrazów wiszących na ścianach w galeriach, muzeach czy po prostu w domach można, a nawet powinno się po nim chodzić. 

To zaledwie trzy przychodzące mi na szybko do głowy różnice. Zupełnie inaczej także powstaje. Chodzi o stronę technologiczną, która wyznacza rytm pracy Ryha. Jeśli kiedyś zastanawialiście się czemu Ryszard "skacze" po malowidle i co chwila maluje w innym miejscu zamiast przysiąść na dłużej w jednym punkcie i  go skończyć, to absolutnie nie jest to wynik upodobań artysty do częstych wędrówek. Tak po prostu musi być. 

 Śledzący uważnie prace Ryha bez trudu zauważą, że "skacze" on po malowidle. Co chwila przenosi się w inne miejsce i pracuje nad niewielkim fragmentem kompozycji. To warunek, który postawiło mu samo malowidło

Gdybyśmy potraktowali malowidło jak kawałek tortu (tak, tak, znowu to biedne ciacho posłuży do wyjaśnienia czegoś metodą "na chłopski rozum"), takiego złożonego z trzech warstw zwanego powiedzmy "UnderGlass", to na spodzie mielibyśmy cienką warstwę podmalówki, w środku grubą warstwę "zasadniczą", a na wierzchu znowu cienką warstwę nadmalówki. Dodatkowo musimy jeszcze wspomnieć o cieniutkiej warstwie "lukru" utwardzającego, którym na końcu pokrywa się malowidło oraz dwie na przemian ułożone warstwy impastu i laserunku, które tworzą warstwę zasadniczą. Można powiedzieć, że impast to warstwa nieprzezroczystej farby, może być dość gruba, a laserunek to warstwa transparentna - wyjaśnia Ryho. Ok, może się zagalopuję, ale trzymając się cukierniczej terminologii to coś jakby gęsty krem i przepuszczająca światło galaretka. To one, nakładane na siebie decydują o kompozycji dzieła. Trzeba ich nanieść kilka, czasami kilkanaście. I właśnie przy ich nanoszeniu w całej okazałości widać "dyktatorską" naturę technologicznej strony malowidła 3d...

Od momentu rozmieszania farb, czyli połączenia żywicy poliuretanowej z pigmentem, którego swoją drogą może być maksymalnie 30% i ani odrobiny więcej, mam 90 minut na ich zużycie. Jeśli nie wykorzystam całości w tym czasie, to niestety reszty muszę się pozbyć. Nie ma rady - mówi Ryho. Ale to nie koniec. Gdyby chodziło tylko o to, to sprawa nie byłaby warta poświęcenia jej całego wpisu na blogu - śmieje się Ryszard. Po zamalowaniu jakiegoś fragmentu nie mogę kontynuować tam pracy przez następnych 16 godzin. Zanim zdążyłem zadać oczywiste w tej sytuacji pytanie Ryho zaczął już wyjaśniać. To tak jakbyś chciał ugotować makaron na klasyczne "al dente" (i znowu kulinarnie - przyp. DI). Wrzucasz do garnka porcję makaronu, gotujesz przez 3 minuty i nagle stwierdzasz, że jesteś głody bardziej niż myślałeś, albo z niezapowiedzianą wizytą wpada "ktoś", np teściowa. Cieszysz się niezmiernie i dodajesz trochę. Efekt? Albo rozgotujesz wcześniejszy, albo niedogotujesz ten wrzucony później. W każdym razie będzie to wszystko nie dobre. 

90 minut - Ryho ma tyle samo czasu na wykorzystanie przygotowanej farby, ile mają piłkarze na boisku na rozstrzygnięcie zawodów na swoja korzyść

Na tym nie kończy się jednak bezlitosna postawa malowidła. Idealny czas na nanoszenie kolejnej warstwy to okres 16-24 godzin od momentu zakończenia wcześniejszych prac. Wówczas poprzednia warstwa nabiera charakterystycznej lepkości, która już kilka razy zafundowała nam nagły wzrost adrenaliny. Wtedy poprzedniej warstwy nie trzeba matowić, co jest dość ciężką fizyczną pracą z tzw. włókniną ścierną w ręce. Dziwne, prawda? Dopiero po 13-14 godzinach pojawia się lepkość, która znika po następnych 10 godzinach. Po upływie doby całość trzeba matowić. Zazwyczaj Ryho odczekuje znacznie dłużej, bo ścieranie w nieodpowiednim momencie, przed upływem 24 godzin, mogłoby poważnie zaszkodzić kompozycji. 

Do tego wszystkiego musicie dodać konieczność kilkakrotnego w ciągu dnia odkurzania powierzchni oraz fakt, że kolejne warstwy muszą mieć odpowiednią grubość. Ok, 0,5 mm, co po wyschnięciu daje warstwę mierzoną w mikronach. Grubsza nie może być, dlatego po kilku tygodniach pracy moje ubranie wygląda jak paleta. To w nie pozbywam się nadmiaru farby. 


Ubranie robocze Ryha. Wprawdzie mógłby wycierać nadmiar farby w jakąś ścierkę lub gąbkę, jednak zdecydowanie bardziej ergonomicznie jest wytrzeć ją w ubranie


Wszystko? Ależ oczywiście, że nie! Warstwy schną bardzo szybko. 3 minuty - tyle mniej więcej czasu ma Ryho aby usunąć np. kroplę farby, która przypadkiem znalazła się na powierzchni. Po tym czasie po prostu musi przemalować zabrudzony fragment. Tę cechę dobrze widać na przykładzie widocznego na pierwszym planie hutnika. Tego po prawej stronie, z lekko siwawymi włosami. Okazało się, że jego twarz przypomina inną dość znaną w Krośnie twarz, co jest absolutnym przypadkiem. Ale, że nie chcemy, aby tego typu podobieństwo prowokowało jakiekolwiek komentarze Ryho musi ją zmienić. Jak? Namalować od nowa na tej istniejącej. To będzie hutnik o dwóch twarzach - żartuje Ryszard. 

Koniec? Mógłbym napisać jeszcze drugie tyle. Ryho opowiadał to wszystko mieszając farby, a jako, że temat jest wyjątkowo wciągający skończył w momencie, gdy pozostało mu tylko wyrzucenie ich do kosza... 

Do następnego!   

DI

ps. resztę opowieści na pewno niedługo przeczytacie:)

Mimo "dyktatorskiego" charakteru Ryho uwielbia pracę nad "UnderGlass", co mam nadzieję widać

poniedziałek, 4 lutego 2013

Happening najlepszy na stres

Ktoś z Was oglądał transmisję live w nocy z soboty na niedzielę? Dokładnie w okolicach północy? Jeśli tak to na pewno widział mały happening w wykonaniu Ryszarda zapowiadany chociażby poprzez naszego facebooka. Od razu muszę zaznaczyć, że wszystko wymyślił Ryho, który do końca nie zdradził nam co się wydarzy. A ci się wydarzyło? W skrócie chodziło o pokazanie, że wieczorem w naszym budynku... straszy... Tak. To zdaniem Ryha robota "Białej Damy Krośnieńskiej" - zjawy o jakże pięknie i wyjątkowo nie-zjawowo brzmiącej nazwie. "GhostBusters" w wersji krośnieńskiej miał następujący przebieg: w okolicach północy zaczęło gasnąć światło, Ryszard wyglądał jakby słyszał głosy, chwilę potem szamotał się z kawałkiem materiału, aż padł i został ściągnięty z wizji za nogi...

No to teraz dwa wyjaśnienia:

Wyjaśnienie nr 1 - cz straszy?

Tak i nie. Gdybyście weszli do budynku późnym wieczorem, z pewnością usłyszelibyście bardzo dużo dziwnych dźwięków. Obiekt jest nowy, wciąż pracuje, do tego mamy piec nagrzewający się do ekstremalnej temperatury, co wiąże się z emisją równie ekstremalnej porcji ciepła, która później staje się przyczyną wielu odgłosów dobiegających np. z kanałów wentylacyjnych. Za dnia, gdy Centrum tętni życiem, działa klimatyzacja, a pomieszczenia wypełniają dźwięki maszyn i urządzeń, po prostu tego nie słychać. Gdy zapada wieczór, wszyscy wychodzą, a zwłaszcza, gdy rozum lekko podsypia, wówczas budzą się demony...  I to pewnie tyle w temacie.

Wyjaśnienie nr 2 -  po co to wszystko?

To mój sposób na odreagowanie stresu. Tak, moja praca, praca artystów w ogóle jest stresująca. Każda jest, wiem. Ale czasami słyszę, że mój "zawód" jest taki fajny, bo "sobie maluję spokojnie, na luzie". Akurat! Może nie jest to taki stres jak chirurga, ale jest to naprawdę stres. Nieco innego rodzaju. Składa się na niego wiele czynników. Ostatnio pisaliście o presji czasu. To jeden z takich czynników. O wiele silniejszy jest jednak niepokój związany z odbiorem dzieła. Wiem, że ono będzie piękne, że będzie działać, ale mimo wszystko obawiam się jak zostanie odebrane. To naturalne, to po prostu nieodłączny element "zawodu" artysty. 

 Ryho stara się poradzić sobie ze stresem w różny, zazwyczaj niekonwencjonalny sposób

Ten stres Ryho musi odreagować. Są różne sposoby na walkę ze stresem. On ma taki. Urządza happeningi lub "rozmawia" z kamerą. Na chwile zapomina o wszystkim, wkracza w świat swojego, jak sam przyznaje, absurdalnego poczucia humoru. Czy naprawdę absurdalnego? Przyznacie, że chyba nie. W żmudny proces tworzenia malowidła Ryszard wniósł sporo kolorytu, nie tylko tym jednym happeningiem, ale całą swoją postawą i zachowaniem, które obserwujemy od samego początku. Przecież to malowidło ma cieszyć, nie smucić. Ja także chcę się cieszyć tworząc je, bo to nie męka. Uwielbiam to co robię, dlatego nie chcę, aby występująca czasami monotonia pracy, stres czy zmęczenie sprawiły, że wyglądał będę jakbym przeżywał tu katusze. Kiedyś, pracując nad wystrojem krakowskiej restauracji "Wierzynek" udało mi się tak nastraszyć opowieściami o duchach 4 panie sprzątające tam, że wylądowałem "na dywaniku" u pani prezes. Powiedziałem, że wolę radzić sobie z trudnościami w taki właśnie sposób niż bardziej tradycyjny. Tak mi zostało - opowiada Ryho. 

"Absurdalne" poczucie humoru Ryha przejawia się czasami w bardzo subtelny sposób

A radzi sobie dobrze. Prace postępują zgodnie z planem. Ostatnio nawet nieco przyspieszyły, co wynika z konieczności zrobienia odpowiednich zdjęć na potrzeby realizacji animacji 3D. 

Czy w najbliższym czasie będziemy mogli zobaczyć kolejny happening? Nie znacie dania, ani godziny - mówi Ryszard. Czyli, że chyba tak.

Do następnego!

DI

ps. jeśli ktoś z Was ma print-screeny z sobotnio-niedzielnego happeningu to zachęcamy do podzielenia się nimi. Np na naszym facebooku, lub podając linki w komentarzach. My musimy ściągnąć materiał z pamięci "big-brothera". Postaramy się niebawem opublikować.

sobota, 2 lutego 2013

Najlepiej po 22.00

Praca Ryszarda budzi zainteresowanie. Bardzo duże zainteresowanie. Także mediów. Zazwyczaj dziennikarze zaczynali się poważnie interesować tworzonymi przez niego malowidłami 3D w momencie ich premiery, czyli na samym końcu, gdy prace były już definitywnie zakończone. Wiele razy zdarzało się, że dopiero, gdy kończyłem lub skończyłem pracę pojawiali się dziennikarze. "A może tak Pan weźmie pędzel i zapozuje. No wie Pan - tak jakby Pan pracował" - słyszałem regularnie. Tylko jak?! Tu nie muszę "udawać", mogę na bieżąco zademonstrować na czym polega moja praca nad takim dziełem - mówi Ryho. Miło to słyszeć. Ale upublicznienie pracy Ryha ma, jak mawiał klasyk, "plusy dodatnie i plusy ujemne". Plusem ujemnym w tym przypadku jest to, że czasami wizyty prasowe nieco rozpraszają Ryszarda odrywając go od pracy. Dotyczy to tych niezapowiedzianych, bo gdy Ryho wie z wyprzedzeniem, że będzie miał gości, wówczas nieco inaczej planuje sobie czas. Najlepiej późnym wieczorem. Po 22.00, może być? Będziemy mieli spokój - to dość częsta propozycja Ryszarda dotycząca godziny spotkania. Identycznie jest w przypadku nagrywanych przez nas filmów dokumentujących proces powstawania "UnderGlass". Tak jest po prostu najlepiej, ale pewnie nie trudno zgadnąć, że nie każdy lubi taką porę. Ryho jest jednak bardzo elastyczny. 21.00? Jedna z takich późnych wizyt odbyła się pod koniec zeszłego tygodnia. Trwała ok 5 godzin! Od tuż przed 22.00 do 3.00 nad ranem. Ja spasowałem jakoś zaraz po północy mając w perspektywnie wczesną pobudkę oraz 20 km drogi do domu. Wcześniej jednak zdążyłem wraz z Ryszardem dać bardzo adekwatne do pory dnia show. Demonstrując magiczne działanie iluzji przed reporterską kamerą Ryszard poprosił mnie na mostek znajdujący się na pierwszym planie. Pokazywał jak dzięki kompozycji malowidła osoba stojąca zaledwie pół metra od drugiej wydaję się być miniaturową postacią. W pewnym momencie, podkreślmy - w celach cały czas demonstracyjnych, wziął moją rękę i położył na swojej głowie. Trzymałem ją tak przez kilkanaście sekund, podczas gdy on tłumaczył skrupulatnie parze dziennikarzy zasady użytkowania dzieła. Minutę później otrzymałem sms od kolegi. Właśnie włączyłem kamerkę i widzę, że ładnie się tam zabawiacie wieczorami! O kurde! Faktycznie! Staliśmy na wprost "big brothera" dając niezły pokaz głaskania się facetów po głowie! Całość widoczna była nie tylko online, ale została nagrana przez reporterów. Na szczęście z dźwiękiem, on sporo wyjaśnia - pomyślałem. Mimo to z lekką obawą czekałem na premierę. Film już jest. Możecie go obejrzeć poniżej. Szczęśliwie jest na nim tylko Ryho pokazujący wstępnie jak można będzie "używać" malowidła. Odetchnąłem z ulgą, wierząc, że ta nieco krempująca scena nigdy ponownie nie ujrzy światła dziennego. Za wcześnie. Ryho powiedział mi, że zaplanowali podzielenie materiału na części... W którejś z kolejnych być może zobaczycie co dzieje się na "UnderGlassie" po 22... Co ja mówię - przecież zawsze możecie sprawdzić sami;) a tymaczesem miłego oglądania! (od razu informujemy, że reklamy przed filmem to nie nasza sprawka;) Do poniedziałku! DI ps. ktoś z Was też widział tamto zajście?

piątek, 1 lutego 2013

Artysta tworzący pod wpływem "procentów"!

Jest źle. Jest bardzo źle. Jest coraz gorzej. Tak przynajmniej można wywnioskować z kolejnych blogowych wpisów. "Co to za męka. Kwęka i stęka ciągła udręka...". Praca, poprawki, przemalowywanie, domalowywanie. Postanowiłam się dowiedzieć jak to naprawdę jest. Ten cały AKT twórczy. Zastałam Ryszarda, gdy był zajęty malowaniem nota bene AKTÓW. . .
Farby (w plastikowych filiżankach), paleta (z wieka od wiaderka po farbie), pędzel marki "Da Vinci" i artysta we własnej osobie oraz modele - cztery wazony zrobione przez naszych hutników. Muszę przyznać, wazony pozowały profesjonalnie.


Pojawiły się znaki na niebie i na ziemi...

Widać efekty pracy. Malowidło się "porusza". Z każdym dniem pojawiają się inne szczegóły, kolejne części są wykańczane. Kolory się wzmacniają a kontury nabierają wyrazistości. Światłocień wydobywa bryły i kształty. Tyle z analizy formalnej dzieła (takiej historyczno sztucznej). Ale co artysta miał na myśli? Ok. Zapytajmy artystę.
To jest taki moment, kiedy są mieszane uczucia.
Satysfakcje już są i z każdym dniem będzie ich przybywało. Jest taki moment, że zaczynam widzieć koniec. Ten koniec jest bardzo enigmatyczny póki co, ale za kilka dni przełamie ten kryzys. Zacznie się lot. Już będę widział koniec, już będę widział coraz więcej. Wszyscy będziemy widzieć coraz więcej. I będę miał coraz większą satysfakcję - przyznaje Ryho. 

Radość tworzenia i zadowolenie z dzieła - czyli jednak coś takiego istnieje. SATYSFAKCJA, jak mówi Ryho, już jest. Ale ile jej jest?

W tej chwili mam pół na pół. Satysfakcja jest pomieszana 50 na 50 % z załamaniem. Te proporcje się zmieniają. Załamanie przychodzi w chwili, kiedy jest satysfakcja. Ono nie pojawia się znikąd. satysfakcja unaocznia mi ile jest jeszcze przede mną pracy. Przedwczoraj miałem poziom 30% satysfakcji na 70% załamania. Dzisiaj już mam 40% satysfakcji. Im dłużej będę pracował to będę już miał 75% satysfakcji. Za każdym razem morale się zwiększają. 

Edward Munch,  ile procent załamania w tym "Krzyku"?


Tak wygląda praca na "procentach". Dobre procenty satysfakcji pomagają w pracy. A jak działają procenty załamania? 

Ryho: MOBILIZUJĄ! POWODUJĄ TWÓRCZĄ ZŁOŚĆ.   
Są pewnego rodzaju miejsca na malowidle, gdzie mogę „śmignąć” pędzlem dosyć szybciej. A są takie, gdzie muszę się zatrzymać. Bardzo mocno zatrzymać. Wtedy daje to satysfakcję i przerażenie. Jestem miotany dwoma skrajnościami. Co zrobić, aby doprowadzić do stanu perfekcyjnego, żeby malowidło mnie zadowoliło. Tylko mnie. Z drugiej strony jak opanować to, że nie mam tak dużo czasu jak Wit Stwosz, który kończył swój ołtarz w Kościele Mariackim 12 lat. 

Hmm, 12 lat? Trochę jak wyrok w więzieniu. Ale co należy podkreślić, akt twórczy to nie akt skazujący, to nie jest kara. Sztuka jest wymagająca, ale wynagradza artystę za wysiłek. 
Malarskie wykończenie jednego metra kwadratowego malowidła UnderGlass zajmuje około jeden dzień. Jak podkreśla Ryho, dzięki skupieniu się na tym jednym metrze można zapomnieć o czekającym ogromie pracy. 
Ale "procenty" działają na korzyść artysty. Zadowolenie rośnie w miarę włożonego czasu i wyrzeczeń. Satysfakcja gwarantowana. I nawet słońce zaczyna świecić już nad UnderGlassem.
 "Cud nad Wisłokiem"! 

Pozdrowienia.

KS